Retusz mózgu czyli czym jesteśmy dzięki mediom

Jim MorrisonDziś, chcę poruszyć temat ślepego wchodzenia w mody. O ile cenię sobie spokój wewnętrzny, potrafi się we mnie pojawić duży bunt na to, co dzieje się z ludźmi pod wpływem mediów. Podzielę się tym, co mnie wkurza na maksa, po cichu wierząc, że już osiągnę swój cel, jeśli gdzieś choć jedna osoba się, dzięki temu tekstowi ocknie albo na nowo polubi siebie.

Sprawa pierwsza: wyretuszowany wzorzec kobiety. Widzę, jakie okrutne w samopoczuciu, samoocenie i w obniżeniu poczucia własnej wartości w ogóle plony zbiera promowanie fotoszopowych dziewczyn. Właściwie wszystkie wyglądają już, jak z gier komputerowych, tyle że sprytna manipulacja daje nam złudzenie, że to one (nie my: autentyczne, zmęczone, z asymetrią, niedoskonałe) są naturalne, świeże, piękne "saute". Kobiety goniąc za kreowanym wizerunkiem, często nawet już podprogowo, chodzą od jednej kosmetyczki do drugiej, patrzą w lustro i wciąż nie wyglądają tak, jak na okładkach gazet.

Dziewczyny czują się brzydkie. Mężczyźni sięgają po męskie gazetki, w których pełno homoidów z sexapealem: dziewczyn wykreowanych przez grafików komputerowych, terroryzowanych tą modą i łatwo jej dających się zniewolić - w sieci pełno zdjęć, w których należy mocno zabić poczucie prywatności. Ludzie wpadli w jakiś chomiczy kołowrotek wyglądu zewnętrznego, w samym dbaniu o siebie nie byłoby nic złego gdyby nie to, że człowiek został sprowadzony tylko do mięsa.

Siedząc z moją przyjaciółką na kawie doszłyśmy do smutnego wniosku: jesteśmy mięsem, które lajkuje i które dąży po trupach do tego, by być lajkowanym. Wpadliśmy w pułapkę chorej mody na bycie popularnym, fajnym i lubianym za upodabnianie się do komputerowych homoidów, robienie głupot i niebezpiecznych dla życia i zdrowia akcji, za to ze sponsorem w tle, ślepe dążenie do posiadania zamku, helikoptera i innych rzeczy materialnych - właściwie głupot z amerykańskich teledysków, nie leżących nawet w pobliżu szczęścia, za to naznaczających do bycia celebrytą.

Każdy ma święte prawo mieć swoje marzenia. Zobaczcie jednak, jak łatwo w te marzenia wskakuje sztanca z mediów! O czym marzysz? Czy w Twojej głowie masz jeszcze taką przestrzeń, która nie zapożycza z tego co dookoła? A może właśnie czujesz się źle, jesteś dla innych dziwakiem, nie wyrażasz swojego zdania i marzeń za często na głos, bo stoją zbyt pod prąd dzisiejszemu światu; masz dość bycia dziwakiem przywoływanym przez znajomych do tzw. twardego stąpania po ziemi?

Sława jest jak kolejny narkotyk. Dziś dać ją może już odpowiednio lajkowany youtube. Mam dziwne poczucie, że młodzi ludzie, wchodzą w życie pełni zachwytu i podziwu dla swoich idoli. Dla mitu i nimbu; gdyby kochali ich autentycznie raczej uciekaliby, że aż się kurzy, słysząc ich przesłania, niż wchodzili do tej samej wody. Czytają ich wszystkich potwornie wybiórczo, biorąc dla siebie tylko dorosłość w stylu "zioło, coś mocniejszego, alkohol". Tak, jakby w zachwycie, zwłaszcza dla tych, co jak bogowie umierają młodo, nie potrafili zobaczyć, że przyćpanie to złudna wolność, że oprócz pięknych sformułowań typu: "pomarańczowa cegła w ciepłym słońcu", z wierszy Morrisona można wziąć dla siebie: "Picie to dobre przebranie. Piję by móc rozmawiać z dupkami, nie wyłączając mnie samego. Zgroza interesów. Problem pieniędzy, winy. Czy zasługuję na to? Spotkanie, pozbyć się menedżerów i agentów".

Na fali informacji o śmierci Lenny`ego Klimistera fora zapełniły się wypowiedziami dziwnie kozakującymi. Dla Jego fanów bycie artystą to morze dozwolonych prochów i alkoholu. Co dzisiejsze dzieciaki mają w głowach? Czy ktoś ogląda filmy o nim, czyta jego biografię widzi w nim, porzuconego przez ojca pastora chłopca, próbującego całe życie przewalczyć poczucie opuszczenia, odrzucenia, niewiedzy na temat tego, co jest normalne, a co nienormalne i wyciąga wnioski dla siebie? Przyznam się, że w święta w ramach eksperymentu prześledziłam kilka programów w drugim cielcu naszych czasów - telewizorni (pierwszy to już raczej na pewno komputer i jego wszystkie wersje). Mój z kolei zapomniany dziś (obok Rene Girarda, Ericha Fromma, Merylin Monroe i wielu innych) idol Janusz Korczak doznałby szoku, jak media potrafią spaczać życie. Reklamy opowiadające o tym, jak świetny i lubiany jesteś dzięki piwu i wódce pojawiają się, co ciekawe jeszcze na długo przed tzw. dozwolonym czasem antenowym.

Co o tym myślisz? Czy to Cię wystarczająco wkurza, by dać siłę do kontestacji tego stanu rzeczy?

Joanna Czuba
Autor: Joanna Czuba
Psycholog i psychoterapeuta, w trakcie procesu certyfikacji, w nurcie psychodynamicznym i systemowym. Pracuje w Centrum Psychoterapii DDA Sudolska 16