Osobno czy razem. Dylemat przed jakim stoi para w obliczu porodu.

daddy Nasza współczesna kultura właściwie nie uznaje znaczenia ojców w przychodzeniu na świat dziecka. Z przeprowadzanych od początku ubiegłego stulecia badań antropologicznych jednoznacznie wynika, że szereg społeczności z różnych kręgów kulturowych ustaliło ojcom bardzo ważne role do spełnienia podczas ciąży i porodu. Podkreślano nawet, że w pewnych społecznościach to właśnie ojciec jest osobą podczas porodu najważniejszą. Pisze o tym w swoim artykule zatytułowanym „Rodzący mężczyzna, czyli odwet odepchniętych ojców” Paul Summersgill (1995). Postaram się podać kilka przykładów, zwłaszcza patriarchalnych grup ludności spoza naszego obszaru kulturowego, gdzie obecność mężczyzny przy porodzie była czymś naturalnym, sam poród był zaś wielkim wydarzeniem rodzinnym. I tak na przykład, Indianie Aymara z Ameryki Południowej podtrzymują swoje żony tak, by mogły one przyjąć, jak najwygodniejszą pozycję rodząc, natomiast w szczepie Sirono to ojciec przecina pępowinę i przestrzegane jest to, do tego stopnia, że nawet mimo przedłużającej się nieobecności ojca z powodu polowania, pępowina pozostaje nieprzecięta aż do jego powrotu (Fijałkowski, 1990). Wśród Pigmejów Mbuti ojciec ma takie samo zadanie jak, w powyższym przypadku, to on przecina pępowinę ostrzem strzały lub nożem, a po narodzinach pozostaje w domu przez dwa miesiące i opiekuje się dzieckiem w tym niebezpiecznym dla niego okresie (Kitzinger, 2000). Poród z ojcem u boku ma miejsce u Indian północnoamerykańskich, gdzie mąż stanowi oparcie dla żony siedząc w ten sposób, by mogła się ona oprzeć o jego łono. Ludom Azji porody w asyście ojca także nie są obce. Bullinger (za Speert, 1973) opisuje porody japońskie z początków XIX stulecia, w których mężczyzna siedzi na ławce, a kobieta klęczy przed nim uwieszona na jego ramionach. Mówi się, że podobne sytuacje miały miejsce całkiem niedawno na naszej polskiej wsi (Fijałkowski, 1977). Na potwierdzenie tego, przytoczę przykłady uczestnictwa ojca przy porodzie, które miały miejsce w spektrum oddziaływań naszej cywilizacji. Bullinger (za Engelmann, 1882, reprint 1977) odkrył wiekowe obecnie, amerykańskie badania, gdzie podano szereg przykładów z okolic Ohio, Missouri, Pensylwanii, Georgii i Wirginii, w których to opisano przypadki mające miejsce wśród ludności białej, gdzie kobieta rodziła podobnie, jak w przypadku Indian wsparta o łono męża, z tą tylko różnicą, że siedział on u białych chrześcijan na krześle, a nie na ziemi, jak wśród ludności plemiennej. Ten sam autor przytacza przykład niemieckiej książki (za Fischer – Dueckelmann 1900) wydanej na początku ubiegłego wieku, będącej czymś w rodzaju dzisiejszego „Poradnika medycznego”, a zatytułowanej – „Kobieta jako lekarz domowy”. Autorka tej publikacji demonstruje za pomocą rycin sposób, w jaki mąż powinien trzymać żonę podczas porodu. Innym, starym, niemieckim źródłem wyszukanym przez Bullingera (1997) jest czasopismo „Deutsche Habammenzeiitschrift”, które w rocznikach sprzed pierwszej wojny światowej prezentuje artykuły wskazujące na to, że obecność męża podczas porodów domowych nie należała wcale do rzadkości. Kolejnym przykładem na potwierdzenie uczestnictwa ojców w porodach są patriarchalne społeczność z Czarnogóry, gdzie też, prawdopodobnie aż do dzisiaj, mają miejsce takie przypadki, wspomina o tym w swoim artykule Paul Summersgill (za Riviere, 1974). Ojcowie brali udział w porodach nie ze względu na to, że byli wtedy jedynymi osobami mogącymi służyć żonie pomocą, chociaż i tak zapewne niejednokrotnie się zdarzało, ale w związku ze swoją pozycją. Istotne było to, że uczestnicząc w tym wydarzeniu otrzymywali duże uznanie społeczne i odpowiedni status wynikający z obrzędu couvade. Pojęcie couvade pochodzi od francuskiego słowa couver oznaczającego „wysiadywać”. Określa ono zwyczaj prymitywnych ludów, polegający na współodczuwaniu przez ojca części cierpień wynikających z porodu. Słowo to, użyte zostało po raz pierwszy przez antropologa Tylor’a w 1865 roku. Summersgill (za Riviere, 1974; Bettelheim, 1955) stwierdza, że tradycyjnie pojęcie to odnosi się do wszelkich zachowań związanych z porodem, które wymagają od ojców zaprzestania ich zwyczajnej, codziennej aktywności i wymuszają podjęcie obrzędowych zachowań takich, jak wspólny poród, wstrzemięźliwość płciowa, unikanie pewnych pokarmów, narzędzi, pracy fizycznej, a nawet naśladowanie zachowań imitujących poród. Couvade służy po prostu podkreśleniu roli ojca, tego, że nie jest on wyłączony ze społecznego aspektu rodzicielstwa i położeniu nacisku na status rodzica. Możemy posunąć się do stwierdzenia, że dzisiejsze porody rodzinne są nową uwspółcześnioną wersją couvade stworzoną przez i na użytek odepchniętych od porodów ojców. Przez prawie cały wiek XX narodziny dziecka leżały w gestii ekspertów, ojcowie zostali odsunięci od tego wydarzenia, doszło do tego, że jak pisze Summersgill (za Homans; 1985) „godne pożałowania jest to, że ojcostwo rzadko wydaje się charakteryzować mężczyznę, tak jak macierzyństwo określa kobietę”. Ten sam autor (za Richards,1981; Hanson i Bozett, 1985; Lewis i Salt ,1986; Lewis i O’ Brien, 1987) dodaje, że „od niedawna ojcowie zaczęli ponownie ustalać nowe obrzędy couvade i domagać się, aby uwiarygodnić ich znaczenie społeczne, pozostające w pewnej opozycji do tylko biologicznej roli”. Nie jest to wcale łatwa rola, personel medyczny z dużymi oporami ustępuje miejsca ojcom. Często są oni niedostrzegani, traktowani marionetkowo, ustawia się ich tak, by jak najmniej przeszkadzali, wyprasza pod byle pretekstem i daje jedynie przeciąć pępowinę, co jak stwierdził w pewnym wywiadzie prasowym jeden z ordynatorów oddziału ginekologii i położnictwa: "jest niezapomnianym przeżyciem”, jeśli oczywiście „ojciec ma życzenie być przy porodzie.” W tej wypowiedzi odczuwa się pewne lekceważenie w stosunku do mężczyzn, którzy zdecydowali się wkroczyć na salę porodową. Summersgill dodaje wręcz (za Keirse, 1989), że obecność ojców tolerowana jest przez personel medyczny tylko z powodu wykorzystania ich do bezpłatnej pomocy w charakterze sanitariusza. Brak couvade podkreślającego status współczesnego ojca może mieć fizycznie skutki, a mianowicie wielu ojców po okresie ciąży rozwija własną „symptomatologię ciąży” tj. takie oznaki, jak: nudności, wymioty, bóle głowy, zębów, drażliwość, bezsenność czy też zwiększenie masy ciała. Objawy te przypominają bardzo symptomy, jakie przejawiają ich żony i mają u mężczyzn na celu wywołanie „reakcji innych ludzi uświadamiającą im przyczynę problemów ojców, które wynikają z braku społecznego uznania ich zmienionej roli i statusu” ( Summersgill, 1995). Brak obrzędu couvade może mieć negatywne skutki, po pierwsze jest to wzmocnienie i tak wystarczająco silnej pozycji matki, po drugie: nieumiejętne radzenie sobie ze zmienionymi układami seksualnymi i interpersonalnymi w rodzinie, co pociąga za sobą czasem zazdrość o dziecko, kiedy to cała uwaga skoncentrowana jest na nim, a nie na partnerze, i wreszcie po trzecie: niepewność, co do przyszłości i czasem brak odpowiedzialności związanej z rolą ojca, mimo oczywistej radości i dumy z pojawienia się dziecka na świecie (Summersgill, 1995). Dzisiejsze porody rodzinne pomagają ojcom w podkreśleniu znaczenia ich rodzicielstwa i statusu wynikającego z ojcostwa oraz zapobiegają wyżej wymiennym negatywnym skutkom wynikającym z odseparowania i małego zaangażowania w ciąże i poród. W ostatnich czasach ma miejsce coraz więcej porodów rodzinnych. Przyczyniają się do tego, zarówno idee propagujące ten rodzaj rodzenia, jak i otwierające się przed przyszłymi rodzicami nowe możliwości związane z przystosowaniem oddziałów położniczych i wyszkoleniem personelu, jakie pojawiły się całkiem niedawno. Do nasilenia tego zjawiska przyczynia się, też niestety moda na ten typ porodów. Dla wielu par obecność ojca przy porodzie stała się czymś zupełnie oczywistym, co pociągnęło za sobą powstanie nowej normy obyczajowej. Otoczenie nakłania przyszłego ojca do udziału w porodzie i taki mężczyzna staje się niejednokrotnie bezradny i pozbawionych możliwości dokonania samodzielnego wyboru w tej kwestii (Bullinger, 1997 ). Uważam, że problem motywacji mężczyzny ma ogromne znaczenie przy wyborze tej formy rodzenia. Chęć uczestnictwa powinna wypływać prosto od niego. Nie można tłumaczyć pragnienia bycia przy porodzie, jedynie zachcianką żony, czy też zachętami ze strony otoczenia i presją mediów, które propagują ten rodzaj porodów, albo po prostu ciekawością, gdyż z pewnością nie są to powody wystarczające, by brać udział w narodzinach dziecka. Mężczyzna z reguły ma wiele obaw dotyczących tego, czy sprawdzi się podczas porodu, gdyż jego rola rzadko ogranicza się tylko do potrzymania partnerki za rękę i odcięcia pępowiny. Mimo tego, że wielu lekarzy uważa, że to jedyne co ojciec uczynić powinien. Mężczyzna ma w trakcie porodu do wykonania pewne zadania, ma on być uczestnikiem, pomocnikiem, rzecznikiem żony w kontaktach z personelem, co dla pewnych mężczyzn może być zbyt dużym obciążeniem. Do tego dochodzą takie ograniczenia, jak nowe otoczenie, poczucie bycia z zewnątrz, obawa omdlenia wskutek uczestnictwa w dość brutalnym i jednak krwawym wydarzeniu, jakim jest poród oraz niemożność patrzenia na cierpienia żony i być może na niebezpieczeństwo grożące jej i dziecku. Dodam jednak, że rzadko zdarza się w praktyce, aby mężczyzna nawet silnie reagujący na widok krwi lub szpitalnego otoczenia rzeczywiście mdlał na sali, jak to często mamy okazje oglądać na filmach. Zwykle jest on, tak zaabsorbowany wydarzeniami, jakie mają miejsce, że nie zwraca uwagi na otaczające go bodźce, które dotychczas wzbudzały w nim lęk. Mężczyzna powinien przeanalizować pobudki nim kierujące i porozmawiać o nich z partnerką przed podjęciem ostatecznej decyzji. Kto, zatem nie powinien uczestniczyć w porodzie rodzinnym? Według Doroty Kornas-Bieli (2002) mężczyźni: „niedojrzali emocjonalnie, lękliwi, znerwicowani, z niewłaściwie ukształtowanymi potrzebami seksualnymi, a także ci, odczuwający po prostu niechęć do tego rodzaju przeżyć, traktujący je jako „babskie sprawy”, przeżywający brak wiary i stres „świeżo upieczonego ojca”, jako zjawisko szokujące estetycznie; „zjawisko zwierzęce” i dlatego wstydliwe, a także trudne zdarzenie mieszczące się w kategorii kryzysu rozwojowego.
Reasumując, przymuszony mężczyzna po prostu przy porodzie się nie sprawdza!
Nierzadko, to właśnie kobieta jest tą, która nie życzy sobie obecności mężczyzny przy porodzie, gdyż ta chwila jest dla niej przeżyciem intymnym, typowo kobiecym, podczas której pragnie się ona skupić jedynie na swoim działaniu zmierzającym do wydania dziecka na świat , a zupełnie nie na tym, jak zachowuje się i reaguje mąż, lub sama doświadcza siebie w dodatkowym dystresie: niepokoju i niepewności, jak w danym momencie się prezentuje. Trzeba przyznać, zwłaszcza w kontekście kulturowym, że poród jako taki nie „grzeszy” estetyką. Michel Odent (1997) twierdzi, że: „podtekst seksualny, jaki niesie ze sobą kontakt z osobą płci męskiej może rodzącą krępować, utrudniać jej otwarte spontaniczne zachowanie”. Może też po porodzie spowodować u kobiety wstyd, że się ‘odkryła’. „Autor mówi tam także o tym, że mężczyźni mogą wywierać dwojaki wpływ na poród, obecność jednych opóźnia go, innych natomiast przyspiesza i ułatwia”. Kobieta, która zdaje sobie sprawę z tego, że jej mąż reaguje nadmiernym gadulstwem w chwilach stresu lub też jest nad- opiekuńczy i uprzedza jej życzenia zamiast spełniać rzeczywiste prośby, bez przerwy podtrzymując, masując, głaszcząc kobietę, powinna dwa razy zastanowić się nad dopuszczeniem partnera do udziału w porodzie, gdyż ten może ją tylko dekoncentrować. Zdarza się też, że kobieta zdecydowana na to, by był przy niej mąż, w trakcie porodu rezygnuje z tej możliwości, czując potrzebę samotności, bądź mając świadomość, że jego obecność hamuje skurcze. Są i odwrotne sytuacje, gdy przeciwniczka rodzenia we dwoje w trakcie porodu zmienia zdanie i pragnie mieć kogoś przy sobie. Ważne jest to, aby kobieta do ostatniej chwili miała możliwość wyboru (Kornas – Biela, 2002).
Konkludując, partnerów pragnących rodzić razem powinna łączyć głęboka i autentyczna więź, a decyzja dotycząca porodu rodzinnego powinna być decyzją wspólną. Najczęściej bywa tak, że kobieta pragnie obecności męża, by zniwelować poczucie obcości i osamotnienia w nowym często źle kojarzącym się środowisku, jakim jest szpital, by zmniejszyć lęk przed czekającymi ją zmaganiami z bólem, potwierdzić miłość i więź, jaka łączy ją z mężem i dzieckiem. Mężczyzna chce natomiast zaznaczyć swoje ojcostwo, po raz pierwszy, w sposób namacalny, chce pomóc i wesprzeć żonę, doświadczyć nowej formy bliskości z partnerką oraz wzbogacić się o nowe doświadczenie, jakim jest obserwacja przyjścia na świat nowego życia, do którego powstania przecież obydwoje się przyczynili. Decyzja o uczestniczeniu w narodzinach i wspólne przeżycie narodzin własnego dziecka zbliża. Wynika to choćby z psychologicznego faktu, że wszelkie silne doznania emocjonalne, których mamy okazje doświadczać razem z drugim człowiekiem zbliżają ludzi bez względu na treść, charakter tych wydarzeń i powiązania między tymi osobami. Poród z całą pewnością dostarcza wzruszeń obojgu rodzicom, wystarczy przyjrzeć się relacjom z porodów rodzinnych, aby potwierdzić tą obserwację. Wyniki ankiet M. Szczawińskiej (2000), doniesienia K. Berger'a oraz amerykańskie badania Jeanette Sasmor (Fijałkowski,1990; Kornas- Biela,2002) wskazują na duży poziom satysfakcji u ojców wynikający z podjęcia decyzji o uczestnictwie w porodzie. W Nowym Yorku Sasmor obserwowała 45 000 porodów, aż 99,6% ojców było zadowolonych z uczestnictwa w tym akcie, a 92% oceniło swoją obecność jako bardzo pożyteczną. Berger zbadał 544 ojców, wśród nich tylko jeden wyrażał swoje niezadowolenie z wzięcia udziału w porodzie, ich partnerki potwierdziły zadowolenie z obecności męża, w tym samym stopniu, w jakim wypowiedzieli się o tym mężczyźni. Małżonkowie wyżej oceniali uczestnictwo mężczyzny podczas całego porodu, niż tylko w jego pierwszej fazie. Richman i Goldthrop odkryli, że ojcowie, którzy towarzyszyli urodzeniu dziecka są pozytywniej nastawieni do przeżyć związanych z porodem niż ci, których wyproszono w jego trakcie - 50 % mężczyzn twierdzi, że ich żony czuły się „wygodnie”, podczas gdy 52% spośród uczestniczących tylko w pierwszej fazie, wydaje się, że ich żonom było „trudno”. Oznacza to, że nieobecność na sali porodowej powoduje u mężczyzn cały szereg fantazji i wyobrażeń na temat cierpień, bólu i krzywd doznawanych przez żonę i wówczas poród staje się ciężką próbą dla nich samych. Natomiast kiedy naukowcy zapytali ,co wywarło na ojcach podczas porodu największe wrażenie, to było w ich opinii piękno samego aktu narodzin, o którym wypowiadali się w słowach zwykle uważanych za typowo kobiece (Kitzinger, 1995). Maria Szczawińska (2000) stwierdza, że każda z ankietowanych par wyraziła swoją radość wynikającą z faktu rodzenia razem i potwierdziła korzystny wpływ tego wydarzenia na ich dalsze życie, a zwłaszcza na pogłębienie więzi małżeńskiej – partnerskiej rozumianej jako „ zespół interakcji w sferze współodczuwania, współrozumienia i współdziałania” (Szopiński, 1978) lub po prostu posługując się definicją zawartą w Słowniku języka polskiego (1981) tym, „co łączy, jednoczy, zespala ludzi ze sobą”. Według Zbigniewa Lwa–Starowicza (1985) polega ona na poznaniu wszystkich zakresów „do” i „od” między partnerami, obszarów konfliktogennych i tych radosnych, uszczęśliwiających. Małżeństwo tworzy określony styl bycia razem, najlepiej przystosowany do typu ich osobowości i warunków. Ma to wspomóc ich we wzajemnej pomocy w osiągnięciu pełni osobowości i więzi. Wieź partnerska obejmuje określone sfery, do których należą:

Bibliografia:

Andrzejczyk E., Jakubik A. ,Jaroszewski T., Lutyńska E., Nowik E., Watras J. (1981). Zastosowanie metody dyferencjału semantycznego w psychiatrii, Psychiatra Polska, t.XV,1, ss. 79-89.
Balaskas J. (1990). Naturalna opieka w ciąży, Delta W-Z, Warszawa
Balaskas J. (1997). Poród aktywny. Nowe spojrzenie na naturalny sposób rodzenia, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa
Benson R. (1988). Położnictwo i ginekologia, PZWL, Warszawa
Bielawska-Batorowicz E. (1982). Ciąża i poród w świetle badań psychologicznych. Przegląd Psychologiczny, t. XXX,nr.3, ss. 679-692
Bielawska-Batorowicz E., Kornas-Biela D.(red.), (1992). Z zagadnień psychologii prokreacji, Redakcja Wydawnictwo KUL,Lublin
Bowen-Simpkins P., Pugh David H.O.(1995).Położnictwo I ginekologia: pytania i odpowiedzi, PZWL, Warszawa
Brzeziński J. (1996). Metodologia badań psychologicznych, PWN, Warszawa
Bullinger H. (1997). Mężczyzna czy ojciec. Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa
Buss D. (2001). Psychologia ewolucyjna. GWP, Gdańsk
Cekański A. (1990). Poród kontrolowany w położeniu podłużnym główkowym, Ann. Acad. Med. Siles.(1990). supl. 8: Nowoczesne prowadzenie porodu, Katowice, ss.17-30.
Chołuj I. (1992). Poród w domu, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa.
Czapiński J. (1978). Dyferencjał semantyczny, Materiały do nauczania psychologii, Seria III,
t.III, PWN, Warszawa ss. 257-274.
Fijałkowski W. (1977).Rodzi się człowiek, PZWL, Warszawa
Fijałkowski W. (1981).Poród naturalny po przygotowaniu w Szkole Rodzenia, PZWL, Warszawa
Fijałkowski W. (1983).Dar Rodzenia , Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa
Fijałkowski W. (1984). Poród naturalny w ekologii rozrodu, Ginekologia Polska, 55,12, ss.925-930.
Fijałkowski W. (1987).Spotkanie w Szkole Rodzenia, PZWL, Warszawa
Fijałkowski W. (red.),(1987).Przygotowanie do naturalnego porodu, PZWL, Warszawa
Fijałkowski W. (1992).Konsekwencje psychologiczne uczestnictwa Ojca w porodzie(w:) Bielawska-Batorowicz E. w: Kornas-Biela D.(red.):Z zagadnień psychologii prokreacji, Redakcja Wydawnictwo KUL, Lublin, ss. 47-61.
Fijałkowski W. (1992). U progu rodzicielstwa, TUM, Wrocław
Fijałkowski W.(1996). Ojcostwo na nowo odkryte, Pelpin Wydawnictwo Salezjańskie , Warszawa
Fredrickson H.L., Wilkins-Haugh L. (1993). Sekrety ginekologii i położnictwa, D.W. Publishing Co,Cleveland
HofmeyrG.J., Nikodem V.C., Wolfman W.L., (1991).Companionship to modify the clinical birth environment: effects on propes and perceptions of labour, and breastfeeding, British Journal of Obstetric and Gyneacology,August,ss.756-765.
Hudson W.W.( 1993).Indeks Satysfakcji Seksualnej, WALMYR Publishing Company,
Imieliński K.(1982).Zarys seksuologii i seksiatrii, PZWL, Warszawa
Imieliński K.(1985).Człowiek i seks, Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych, Warszawa
Janicka I.,Niebrzydowski L.(1994).Psychologia małżeństwa, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łodź.
Kitzinger S.(1983).Karmienie piersią, PZWL, Warszawa
Kitzinger S.(1995).Rodzić w domu, PWN, Warszawa
Kitzinger S.(1999).Poród po 35 roku życia, Prószyński i S-ka, Warszawa
KitzingerS.(2000).Rok po urodzeniu dziecka. Przeżycia pierwszego roku macierzyństwa, Prószyński i S-ka, Warszawa
Kornas-Biela D.(2002)Wokół początku życia ludzkiego, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa
Leboyer F.(1986).Narodziny bez przemocy, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa
Leibold G.(1995).Będę tatą, Alma-Press, Warszawa
Lew-Starowicz Z.(1985).seks dojrzały, PZWL, Warszawa.
Lew-Starowicz Z.(1999).Słownik encyklopedyczny . Miłość i seks. Wydawnictwo Europa. Warszawa
Lorenz K.(1975).Tak zwane zło, PIW, Warszawa
Miles P.S.,Rayburn W.F., Carey J.C.(1994).Obstetric and gynaecology, Springer- Verlag, New York
Mishell Jr.D.R., Brenner P.F.(1995) Położnictwo i ginekologia. Podstawowe problemy. t. I , Położnictwo, α-medica press, Bielsko-Biała
Odent M.(1997).Odrodzone narodziny. Czym poród może i powinien być?, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa.
Paciorek M.,Putyński L.,(1992).Obraz ciała u kobiet ciężarnych, Ann.Acad.Med.Bydgostiensis,t.V,Suplement,ss.211-215.
Pisarski T.(red.),(1996).Położnictwo i ginekologia, PZWL, Warszawa
Rabe-Jablońska J., Dunajska A.(1997).Poglądy na temat zniekształconego obrazu ciała dla powstania i przebiegu zaburzeń odżywiania, Psychiatra Polska, t.XXXI,16,ss.723-738.
Radowicki S.(1989).Ciąża, poród, połóg, PZWL, Warszawa
Regosz-Kaczkowska M., Minowski P.(2000).Uczestnictwo Ojca w porodzie, Problemy Rodziny,6,ss.31-35.
Sikorski R.(1984).Zaburzenia współżycia seksualnego w małżeństwie, PZWL, Warszawa
Skrzypulec V.(2004).Płaszczyk dla Piotrusia Pana, Gazeta. Magazyn Gazety Wyborczej,6/570,luty ,Agora, Warszawa, ss.23-25.
Słownik Języka Polskiego(1981),(pod red.) Szymczak M.,t.III, PWN, Warszawa

Karolina Kuźnicka-Przerywacz
Autor: Karolina Kuźnicka-Przerywacz
psychoterapeutka, specjalista psychologii klinicznej, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień i współuzależnienia

B